Przejdź do treści
Lidia Bajkowska
Blog

Wspomnienia · 24 stycznia 2025

Nie ma już marmurkowej chałwy

Warszawa przed wojną była wytwornym miastem, eleganckim, kulturalnym, w którym kwitło życie artystyczne. Ludzie regularnie chodzili do teatrów, opery, filharmonii. Szaleli za Eugeniuszem Bodo, gwiazdą przedwojennego filmu, uwielbiali kino „Sfinks” utrzymane w stylu art déco z motywami egipskimi. W Warszawie było 70 kin. Kino Atlantic i Femina pozostały do dziś. Teatrów było około 20. Słynne kabarety wyrastały jak grzyby po deszczu — „Miraż”, „Czarny Kot”, „Qui Pro Quo”.

Jako małe dziecko nasłuchałam się o Hance Ordonównie, nazywanej Ordonką, która przed wojną mieszkała u naszej krewnej poetki Zofii Bajkowskiej, o Mirze Zimińskiej, Poli Negri i Zuli Pogorzelskiej. W moim domu śpiewało się mnóstwo przepięknych, starych piosenek: „Kiedy znów zakwitną białe bzy”, „Ostatnia niedziela”, „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Mały biały domek”, „Jesienne róże”.

W Warszawie były wspaniałe centra — Galeria Luksemburska przy Senatorskiej 29 mieściła siedemset pomieszczeń, Grand Hotel, kino, kawiarnię Grand Café, a w podziemiach tor do jazdy na wrotkach. Był teatrzyk Qui pro quo i Jung Theater promujący kulturę żydowską. Na próżno dziś szukać śladów tamtego miejsca.

Nie ma toru Montre, gdzie lokaje w białych rękawiczkach podawali lemoniadę, a miłośnicy „letnich łyżew” jeździli przy walcach Straussa. Zimą łyżwy po obu stronach Doliny Szwajcarskiej, przy Alejach Ujazdowskich, z muzyką i zabawą. Trakt Królewski świecił neonami. Dom Braci Jabłkowskich na Brackiej nie ustępował londyńskiemu Harrodsowi.

Dziś już nie ma pysznych czekoladek od Semadeniego i wielosmakowej lub marmurkowej chałwy, która była tylko w żydowskich sklepikach, podobnie jak wspaniałych chałek. Nie ma melodyjnej klezmerskiej muzyki. Wszystko przeminęło. Pozostały tylko stare fotografie i wspomnienia.

Lidia Bajkowska

Powrót