Przejdź do treści
Lidia Bajkowska
Blog

Sylwetki · 1 czerwca 2020

Niccolò Paganini

Niccolò Paganini nie zasłynął koncertami we własnym kraju. W roku 1828 wyjechał na podbój Europy. Podbił imperium większe niż Napoleona — od Paryża po Londyn, od Rzymu po Warszawę. Fama o jego geniuszu doprowadzała do psychoz zbiorowych. W rękach Paganiniego skrzypce stawały się orkiestrą.

W maju 1829 przybył do Warszawy, gdzie zmierzył się z polskim skrzypkiem Karolem Lipińskim. Zachwycał się grą Chopina. Dochód z koncertów w Operze Paryskiej wynosił 19 tysięcy franków — a on gubił sakiewki i 20 tysięcy przekazał zadłużonemu Berliozowi. Nigdy nie był skąpcem, wbrew nierzetelnym źródłom.

Jedni słuchali go z nabożeństwem, drudzy z nienawiścią. Na początku kariery odwoływano koncerty, zrywano plakaty, podcinano struny, chowano buty na scenę. W burzliwym życiu były siostry Bonapartego i śpiewaczka Antonia Bianchi, która w 1825 urodziła mu syna Achillina. Paganini nie opuścił syna ani na chwilę. Prosił tylko, aby nie dotykał skrzypiec — daru i przekleństwa zarazem.

Zmarł 27 maja 1840 w objęciach Achillina. Dokonał największej rewolucji w muzyce romantycznej. Wspiął się na stopień ideału, „którego istnienia nikt nawet nie przeczuwał”.

Lidia Bajkowska

Powrót